Z pamiętnika wolontariusza #4
4 05 2008Właśnie wróciłam z nocnego dyżuru przy festiwalu. Jutro powtórka. Ale miałam zacząć od komentarza na temat wczorajszego koncertu Juliette and the Licks. Otóż Juliette + The Licks + scena = ogień.
Dziś o 18 po zapoznaniu się z podstawowymi obowiązkami obsługi backstage’u rozpoczęliśmy akcję robienia, nalewania, grzania kawy i herbaty oraz obiadów i kolacji artystów. Im robiło się później i ciemniej, tym organizm bardziej pragnął luzu, więc przywoływaliśmy go do porządku red bullami. Nie wiem ile tego w siebie dziś wlałam, ale na pewno więcej niż powinnam
W międzyczasie udało mi się przyjrzeć soundcheckowi CirKus, a potem koncertowi tegoż zespołu. Bardzo przyjemne dubowo-trip-hopowe granie, warto było przy tym poskakać. Później zrobiłam sobie zdjęcie z Neneh Cherry - miła kobieta.
Następnie, po obklejeniu plakatami wozu Underworld, wpuściliśmy do niego muzyków i obsługę. Później Karl Hyde zajał mi łazienkę
Panowie okazali się na tyle bezproblemowi (przynajmniej dla nas), że mogliśmy uczestniczyć w niemal całym soundchecku i dokładnie całym koncercie. Wytańczyłam się tak, że czuję każdy mięsień swojego ciała. Wizualizacje, brzmienie, muzyka - 15 punktów na 10 możliwych.
Później pozostało już tylko zebrać ręczniki/butelki z wodą/puszki po redbullach ze sceny, posprzątać w garderobach (Smolik i jego ekipa bawili się świetnie w tychże garderobach. My później też mieliśmy dużo zabawy) i przygotować je na jutrzejszy wieczór. O 1.30 byliśmy wolni.
Dobranoc

Ostatnie komentarze