Z pamiętnika wolontariusza #2
1 05 2008
8.30 - kupujemy kawę w dworcowym automacie, który nie chce naszych pieniędzy
8.45 - czekamy na prąd
8.55 - prąd przyjechał. Ale nic się nie dzieje.
9.00 - z nudów obserwujemy pracę ochroniarza
9.05 - obserwowanie ochroniarza też jest nudne
9.06 - zastanawiam się czy palenie przy agregatorze prądu jest bezpieczne
9.40 - nic się nie dzieje. Wracamy do składania niezbędników festiwalowicza (plakietka, plakietka, plakietka, plakietka, plakietka, smycz, pudło, plakietka, plakietka…)
11.00 - idziemy na akcję roznoszenia ulotek. Udekorowani w plansze festiwalowe, które są bardzo widoczne i bardzo niewygodne atakujemy krakowski Rynek.
11.30 - już piąty turysta z zagranicy mówi nam “we’ve heard ’bout it, but we don’t know where it is”.
11.40 - tłumaczymy szóstemu turyście, że festiwal jest everywhere.
12.00 - wracamy do bazy z resztkami ulotek
12.15 - otrzymujemy plakietki obsługi technicznej. Od teraz możemy wchodzić za scenę.
12.30 - idziemy coś zjeść
13.15 - plakietka, plakietka, plakietka, plakietka, plakietka, plakietka, smycz, pudło, plakietka…
14.47 - wymiękamy.
Ostatnie komentarze